55. (Po)warioGRAF

Los płata figle. Życie pisze przedziwne scenariusze. Chilli zaraz się zwymiotuje od banalności myśli, które ma w głowie.

On bierze ślub z pAnną. Dwa tygodnie po tym jak Chilli weźmie ślub z Dzbankiem. Nie mówiąc o olbrzymiej ilości ślubów u innych osób. Powariowali.

On przebąkuje, że żałuje, że chciałby cofnąć czas, wrócić do tego co było kiedy On i Chilli. Odkręcić. Równocześnie na własne życzenie przegapia szansę siedzenia na peronie z Chilli w oczekiwaniu na jej opóźniony pociąg. Bo umówił się na piwo. Priorytety zostały niezmienne.

Chilli trochę czuje, że w pędzie codzienności gubi odrobinę siebie. I to niestety tą część którą bardzo w sobie lubi. Tą część wolną, skupioną na sobie. Nie ma na to przestrzeni i czasu. Czy to na tym polegają kompromisy w związku? Jeśli tak, to czy na dłuższą metę Chilli potrafi? To jak skok na głęboką wodę. Albo utonie albo nauczy się pływać.

Byt zwany Rodzicami uprasza się nieustannie o więcej uwagi. A Wisła okazuje się barierą nie do przebycia kiedy to Chilli wraca po pracy do domu na hipsterskim starym Mokotowie. Z hipsterskimi sąsiadami, którzy w główkach mają niedokręcone śrubki i coś nie styka. Sąsiedzi to gruby temat. Gruby i głupi. Powariowali.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

54. Pani Manager z nutką chilli

No tak. Stało się. Chilli przeszła tą magiczną granicę pomiędzy szarym, pospolitym, wyświechtanym specjalistą a lśniącym, ważnym, dumnym Managerem. Na początku wszyscy wokół Chilli biegali. Pan Prezes obiecywał wsparcie. Jeszcze ważniejsi dyrektorzy z zagranicy obiecywali wsparcie, dzwonili i dopytywali się jak pomóc. Był moment strachu, że jeśli Chilli odejdzie, to świat się skończy i trzeba ją głaskać i dopieszczać. Chilli lśniła.

Po kilku miesiącach, kiedy to Chilli samodzielnie ogarnęła dwa kraje (w tym jeden w stanie prawie-wojny), nic nie wybuchło i się nie zawaliło ich zainteresowanie Chilli zmalało. Tak stopniowo i powoli. Aż pewnego dnia ogłosili, że nową szefową Chilli zostaje BezpruderyjnaBlond (BB). BB, ze swoimi obcisłymi sukienkami spod których widać majtki, zaczęła się wpychać z tematy Chilli. Nie spodobało się jej, że u Chilli działa to, co u niej nie. Nie spodobało się jej, że Chilli ma posłuch u swoich panów dyrektorów a ona wszystko musi siłą. Skrajnie nie spodobało się jej kiedy to na zebraniu Dyrektor Finansowy powiedział publicznie i na głos że „Chilli is sexy”. No bo jak to tak.

Po zebraniu Chilli potuptała do domku z postanowieniem, że pora przymierzyć się do nowej przygody.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

53. Abra/e [los ojos] cadabra

O-otwórz oczy.
Znów dobrze, miło, mięciutko.
Rozpływam się, rozpływasz się.
Abracadabra. Abradab?
 

Sobota. Szumi monotonnie deszcz. Od czasu do czasu burza przypomina, że gdzieś tam jest i nigdzie sobie nie poszła. Pilnuje. Na dworze ciepło. Na balkonie sucho. Postacie leniwie sączą chmiel w stanie płynnym. Wszystkiemu nadaje rytm Abradab, którego zaprosili do swojego lenistwa. Powietrze pachnie mokrą trawą, ziołami i przestrzenią. Wakacje zamknięte w weekendzie. Namiastka corocznej dwumiesięcznej wolności z dzieciństwa.

Chilli to już inna Chilli. Wciąż jeszcze nie do końca rozumie zasady nowego świata. Szczypie się co jakiś czas profilaktycznie, żeby mieć pewność że to nie sen. Szczególnie, że spała naprawdę długo i nie chce do tego wracać.

– Opowiedz mi jak się to wszystko zaczęło. – Chilli nie przestaje mnie naciskać. – Spałam, więc nie pamiętam. To trochę nie fair, że mnie nie obudziłaś.

– Chilli, ja nie byłam z tobą do końca szczera tak naprawdę. – odpowiadam. Delikatne poczucie winy przebija się przez mój głos. – Ty się budziłaś momentami i musiałam dać ci w łeb, bo byś wszystko popsuła.

– Co?! – Chilli łapie się pod boki i staje przede mną patrząc na mnie gniewnymi oczami. – Dlaczego? Co niby miałam popsuć?! Mów, bo oberwiesz!

– No dalej, spróbuj! Co najwyżej pokaleczysz sobie rękę o lustro. – zaczynam się śmiać. – Musiałam cię unieszkodliwić, bo twoja poraniona złośliwość przeszkadzała mi w otwieraniu drzwi do tego świata.

– Otwierałaś drzwi kluczem. Klucz znalazłaś dzięki mapie. O mapie powiedział ci Dzbanek. – powtarza moją historię Chilli. – Mów wreszcie jak poznałaś Dzbanka.

– PradaLuv mnie ciągnęła na imprezę na miasto. Tak to się naprawdę zaczęło. – zaczynam opowiadać. Wiem, że Chilli już mi tego nie odpuści i będzie mnie zamęczać dopóki się wszystkiego nie dowie. Faktycznie wszystko miało swój pra-początek w tym, że PradaLuv prawie codziennie męczyła mnie w pracy, że fajnie by było gdzieś razem wyjść na miasto i poszaleć. – Ciągnęła mnie do Enklawy.

– I byłyśmy w Enklawie? Pogięło cię już do reszty z desperacji?! – Chilli patrzy na mnie swoimi sarkastycznymi oczyma, pełnymi dezaprobaty.

– Nie byłyśmy. – odpowiadam. – Wyperswadowałam to PradaLuv tłumacząc, że wszystkie moje torebki Prady akurat wypożyczyłam koleżankom. Ale musiałam znaleźć kompromis, tak żebym ja się nie zwymiotowała, a żeby PradaLuv jakoś się odnalazła.

– Mission Impossible. – stwierdza Chilli. – Wy to dwa różne światy. Do tej pory opowieści jakoś nie żałuję, że spałam. Mów dalej.

– Tygmont. Poszłyśmy do Tygmontu. – z dumą w głosie oznajmiam. Jednak Mission Possible. – Ale jak do mnie zadzwoniła w sobotę po południu to walczyłam ze strasznym bólem głowy. Mam wrażenie, że tam w środku się kręciłaś mocno i dlatego.

Dziwisz mi się? Było mi źle, smutno, samotnie, żałośnie, depresyjnie, czułam się gruba, głupia, bezużyteczna, niedostosowana do życia w tamtym świecie, pusta w środku. – Chilli mówi to jednym tchem.

– Nie, nie dziwię się. Rozumiem. – odpowiadam i kontynuuję swoją opowieść. – W trakcie rozmowy z PradaLuv powoli traciłam nadzieję, że dam radę się wykręcić. Jednocześnie coraz bardziej chciałam, żeby dała mi już spokój. Zdecydowałam, że lepiej to wyjście mieć już za sobą. Mieć to z głowy. Zgodziłam się.

– Jak się ubrałaś? – pyta Chilli, żeby mieć pewność, że nie splamiłam publicznie jej/naszego wizerunku.

– Nie wiem sama. W ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Jeansy i chyba zielony top. Naprawdę bolała mnie głowa, szłam tam na siłę, więc miałam gdzieś jak wyglądam. Teraz sobie przypominam, że nawet nie zrobiłam make-upu. Przeciągnęłam tylko rzęsy tuszem. – odtwarzam w głowie tamten wieczór. Dziwne tak wracać do tamtego świata. On naprawdę był zimny i pusty.

– Nieumalowana. Z depresją pod oczami i w duszy. W zielonym topie. – wylicza Chilli. – No ryzykowna strategia powiem ci. Wciąż się cieszę, że spałam. Dalej!

– Dalej weszłyśmy do środka. – kontynuuję. – Tłum ludzi. Kolorowych ludzi. Znów weszłam w powietrze pełne desperacji. Tym gorzej to na mnie podziałało, że we mnie też trochę się jej kłębiło. Patrzyłam naokoło i nie mogłam tej desperacji na nikogo ukierunkować.

– Z tego co pamiętam, to w soboty są tam hity lat dziewięćdziesiątych i faktycznie kolorowi ludzie. Kolorowo ubrani i kolorowi na twarzach. Przy barze stoją panowie skanujący salę w poszukiwaniu towarzyszki do ogrzania łóżka na zimną noc. – komentuje Chilli.

My też zaczęłyśmy wieczór od baru. Stałyśmy za plecami tych panów- skanerów. – w myślach przyznaję, że faktycznie jak kiedyś byłyśmy w Tygmoncie to było podobnie. – Zaczęłyśmy od dyskusji na temat „Tequila Gold vs Tequila Silver”. A wiadomo, że takie dyskusje najlepiej prowadzić, jak popijasz je tematem dyskusji. Spodobało mi się gapienie na ludzi. Z PradaLuv komentowałyśmy makijaże, stroje i formę fizyczną ludzików naokoło. I tak gapiąc się zobaczyłam po drugiej stronie baru gościa w niebieskiej koszuli w kratę.

– Niech zgadnę. To był Dzbanek. – Chilli pyta zaczepnie.

– Tak. Skąd wiedziałaś? – dziwię się.

– Nuuuuuuda! – Chilli kwituje. – Strasznie oklepane. Czyli też znalazłaś sobie towarzystwo do ogrzania łóżka na zimną noc. Jak panowie ze skanerami.

– Nie. Dzbanek nie grzał mi łózka… a przynajmniej nie tej nocy. – odpowiadam z odrobiną poirytowania w głosie. – Dzbanek po prostu sobie tam stał w niebieskiej koszuli w kratę. Potem poszłyśmy na drugą stronę baru. PradaLuv usiadła przy barze, bo jest już stara i się nudziła, gdyż jak okiem sięgnąć nie było nikogo z torebką Prady. Ja tańczyłam, bo przestawała mnie trochę boleć głowa i chciało mi się tańczyć. I Dzbanek też tańczył… bo tańczył.

– Niesamowicie ciekawe… – Chilli mówi ziewając. – Będzie w tym odcinku jakaś akcja, czy muszę poczekać do minimum dziesiątego sezonu?

– Będzie. – Chilli w tym momencie już naprawdę działa mi na nerwy. Dobrze, że wtedy chociaż spała, bo nie miałabym szansy dowiedzieć się o mapie, kluczu i drzwiach do innego świata. – PradaLuv z tych nudów popchnęła mnie wprost na tańczącego Dzbanka. A Dzbanek po pięciu minutach powiedział „Mam mapę!”.

– Aha! – krzyczy podekscytowana Chilli. – I ja się wtedy pamiętam obudziłam! Otworzyłam oczy! Ale zaraz… Dzbanek powiedział „Uwielbiam cię!” a nie że ma jakąś mapę…

<i tu następuje złożony dialog wewnętrzny, który ma na celu ustalenie jednej wspólnej wersji wydarzeń tego wieczoru. Bez tego dalsza opowieść nie jest możliwa>

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

52. Za-kocha, nie?

Chilli otworzyła oczy. Świat był nowy, nieznany. Przetarła oczy ze zdziwienia. Wszystko było oblane blaskiem ciepłego popołudniowego światła. Wokół znajdowały się pokłady dobra i morze spokoju, po którym przemykały fale radości. Zbyt słodko.

Gdzie mnie zabrałaś? – spytała.

Tu gdzie mi dobrze. – odpowiedziałam.

Ale ej, nie pytałaś mnie czy chcę! – buntowała się Chilli nie wiedząc na dobrą sprawę czemu właściwie się buntuje.

Ty spałaś. Strasznie długo spałaś i mi się już nudziło. I teraz żyjemy w nowym świecie. – tłumaczyłam. – Nie chcę wracać do poprzedniego.

Chilli zaczęła się rozglądać wokół siebie. Faktycznie ten nowy świat wyglądał przyjaźnie. Ludzie, którzy je mijali byli uśmiechnięci. Chilli uświadomiła sobie, że siedzi na miękkim kocu, który delikatnie otula skórę. Od morza wiał ciepły wiatr.

Ale powiedz mi, jak to jest, że wcześniej nie byłyśmy w tym świecie skoro tak tu fajnie. Nawet nie wiedziałyśmy, że taki inny świat istnieje. Ja zawsze myślałam, że jest tylko jeden świat. Zwyczajny i w miarę do zniesienia, ale w którym musiałam się non stop mierzyć z trudnościami i smutkami i Nim… – Chilli zawiesiła głos, schowała głowę w kolanach i przez chwilę siedziała tak nieruchomo z zamkniętymi oczami. – No mów, słucham cię przecież!

– Znalazłam drzwi, którymi tu przeszłyśmy. Zanim znalazłam drzwi znalazłam klucz. Zanim znalazłam klucz znalazłam mapę do tego klucza. Zanim znalazłam mapę usłyszałam od Dzbanka legendę, że taka mapa istnieje. – opowiedziałam.- I voila. Jesteśmy.

Fajnie. Ekstra. Po nitce do kłębka. – komentowała wciąż trochę poirytowana nową sytuacja Chilli. Bardzo ciężko przychodziło jej przystosowanie się do zmiany. Szczególnie w sytuacji, kiedy czuła, że coś się wydarzyło poza nią. – Zaraz, zaraz… ale kto to jest Dzbanek?

To ten gość, który siedzi obok Ciebie po lewej stronie. – spokojnie odpowiedziałam.

O-ja-cieeeeeeee! Ale ciacho! Musi być z Portugalii albo Hiszpanii czy coś. – w Chilli rosło zaskoczenie pomieszane z wybuchem radości i fascynacji – Ma piękne oczy… brązowe! W tamtym świecie nie podobali mi się chłopcy z brązowymi oczami… ale te są najpiękniejsze na świecie… pewnie tym świecie. I uśmiech. Przez jego oczy i uśmiech widzę jego duszę. Jego dusza jest piękna!

– Kochanie, powinniśmy się zbierać na kolację, bo już 20:00. – powiedział Dzbanek patrząc na Chilli. – Ślicznie wyglądasz z tymi piegami na nosie, które ci się pokazują po opalaniu.

Dlaczego myślisz, że z Tobą gdziekolwiek pójdę? – spytała zaczepnie Chilli odrobinę zdziwiona, że Dzbanek mówi po polsku jednak.

Bo wiesz, że cię kocham najbardziej na całym świecie! – odpowiedział i mocno ją przytulił.

To prawda. Chilli już to wiedziała.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 3 Komentarze

51. Cycki do przodu i ruszaj na podbój świata!

Daj się ponieść muzyce i pisz. Pisz o tym, co czujesz. Czujesz? Boli. Będzie bolało, ale przejdzie. Tak mówią. Oni zawsze bardzo dużo mówią. Wszyscy naokoło. Umieją tylko załamać nad Tobą ręce i z mądrymi minami mówić „a nie mówiliśmy”? Myślą wtedy, że są tacy ważni i tyle wiedzą. I mogą się poczuć lepiej patrząc tak na Ciebie z góry.

Chilli ostatnie miesiące zaprzedała korporacji. Jeździła po Polsce, latała po Europie. Jednym słowem robiła wszystkie ważne rzeczy, żeby tylko nie mieć chwili na myślenie. Ale taka chwila ją dopadła nawet w trakcie ucieczki. Siedziała sama w swoim pokoju hotelowym w Brukseli i stwierdziła, że ona już tak dalej nie może, nie umie już siebie dłużej oszukiwać: jest w związku z mężczyzną, który jej nie uszczęśliwia, który nie pokazuje że jest dla Niego ważna. I już nie jest w stanie dalej udawać, że da radę to znieść. I pękło. Chilli poczuła, że wreszcie jest gotowa iść dalej. Niestety nie oznacza to, że odbędzie się to bezboleśnie. On miał być tym jej Kimś do końca świata i jeszcze na jeden dzień dłużej.

Tak więc On już nie jest jej. Powiedział w dodatku, że dopóki Chilli się nie zmieni, to On jej nie chce. A On? Nie, On uważa, że tylko Chilli musi się zmienić, On nie musi.

– Lecę na wiosnę do Portugalii. – Chilli zaczęła opowiadać. – Mój Portugalczyk rozstał się ze swoją głupią i brzydką dziewczyną wreszcie. Będę mieć kierowcę i darmowe posiłki opłacone jego poczuciem winy za to co zrobił cztery lata temu… tylko jemu za bardzo zależy wiesz, to żadne wyzwanie. Codziennie do mnie pisze, pyta co u mnie, że powinniśmy częściej rozmawiać itd. Niby o czym on tak nagle chce rozmawiać?!

– Chilli, ale nie możesz ludzi tak traktować przedmiotowo. – próbowałam ją doprowadzić do porządku, w końcu jestem jej głosem rozsądku.

– On mnie wtedy potraktował przedmiotowo, po prostu olał, bo za daleko, bo za trudno. – złościła się Chilli. –  A niby tak chciał się przyjaźnić…

– Faceci się nie przyjaźnią z dziewczynami Chilli. – stwierdziłam. – przynajmniej nie bezinteresownie.

– Wiem. Ale wygodnie mi wtedy było w to wierzyć. – odparła. – Poza tym przecież widzisz, że siedzę sama na kanapie, zawinięta w koc, słuchając Adele , pijąc wino i rozżalając się nad sobą, więc mnie w tym momencie lepiej nie pouczaj, bo się rozpłaczę jeszcze.

– Chciałaś mieszkać sama w wielkim pustym mieszkaniu pełnym wspomnień z dzieciństwa i duchów, to teraz masz. – znów mnie zezłościło jej marudzenie. –  cycki do przodu i ruszaj na podbój świata!

– Ale ja za Nim tęsknie. Niby był przełom, wiem już że nie będziemy razem, itd. Ale tęsknie, nic na to nie poradzę. – wyglądało na to, że zaczyna się rozżalać coraz bardziej. – Oglądałam dziś jakiś głupi serial i tam para kładła się spać i facet tak czule objął tą kobietę i przytulił i pocałował i mi się zrobiło tak źle i samotnie i smutno i w ogóle. – no i Chilli się rozbeczała na dobre.

– Chilli! No pokaż światu te cycki. – motywowałam ją.

– A czy chodzenie na taniec brzucha z Flow się liczy? Tam robimy shimmy cyckami też… – spytała potulnie.

– Nie, bo nie licząc facetów podglądających was przez szybę, to na zajęciach są same baby. Poza tym wy się dopiero uczycie, na razie wasz taniec brzucha wygląda raczej jak taniec paralityków. – nie mogłam powstrzymać śmiechu.

– Oj spadaj. – Chilli odwróciła się napięcie i tym samym dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że dziś już więcej nie porozmawiamy.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , | 3 Komentarze

50. Que mierda

Chilli tupnęła nóżką, a następnie usiadła na brzegu pustej kartki i powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu:

– Pisz o mnie, bo zniknę!

– Chilli, ale co ja mam o tobie pisać? – spytałam.

– No jak to co?! Masz pisać o moim życiu. – odparła urażona moim głupim pytaniem.

– I co jest takiego w twoim życiu czym chciałabyś się podzielić? – ostatnie miesiące upłynęły nam na poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie.

– On jest. – odpaliła Chilli, jako że to jej się zwykle najszybciej w główce pojawiało.

– Gdzie? – dopytywałam mając świadomość, że to pytanie jest pozbawione sensu.

– Nie wiem, dziś chyba gra w siatkę z kolegami, a potem miał iść na basen albo biegać, a potem… – zawiesiła głos. – potem to nie wiem, mieliśmy się spotkać, ale się obraził, że ja się obraziłam, że umie znaleźć dla mnie tylko czas w niedzielę wieczorem na chwilę.

– I po co ci taki On? – drążyłam temat.

– Bo bez niego smutno. – westchnęła i jej oczy zrobiły się błyszczące od łez.

– Ale z nim to tak samo jak bez niego. Nie masz go tak naprawdę wcale. – postanowiłam ją przycisnąć.

– On się poprawi. – odpowiedziała mechanicznie, bez śladu przekonania w głosie.

– Od trzech lat to słyszę. – stwierdziłam bez skrupułów.

– Bo poprawianie siebie to jest proces, on trwa. – przekonywała mnie, wciąż znajdując w sobie resztki wiary w Niego. – Nie poprawisz siebie w jeden dzień.

– W trzy lata też nie, to dorosły facet, nie zmieni się. – odpowiedziałam zdenerwowana na jej głupią naiwność. – On taki jest i taki zostanie.

– Głupia jesteś! – wybuchła głosem pełnym złości. – On musi się poprawić, bo ja nie chcę nikogo innego.

– Nie Chilli, ty nie chcesz być sama ale wciąż żyjąc złudzeniami tak naprawdę to teraz wciąż jesteś sama i nic nie robisz żeby to zmienić.

– Nie mam czasu nic robić, bo wychodzę z pracy o 20:00. – usprawiedliwiała się. – To tylko kielich wina, prasowanie koszuli na następny dzień i spać.

– Czyli tak ci jest dobrze? – pytałam z niedowierzaniem.

– Nie, nie jest. Jest mi smutno. I samotnie. – przyznała wreszcie –  I nie mam pomysłu co zrobić żeby to zmienić. Naprawdę nie mam. To że będę wychodzić wcześniej z pracy zmieni tylko tyle że będę wcześniej w domu. A nie będę przecież biegać po mieście i z desperacją w oczach szukać faceta!

– To może skup się na innych rzeczach. – zaproponowałam. – Jesteś już panią magister. Miałaś wreszcie zrobić prawo jazdy i wrócić do nauki hiszpańskiego.

– Lo se. Pero porque mi álter ego me dice cosas análogos con cosas que me dice mi padre?! Locura! – swoim łamanym hiszpańskim pomyślała Chilli.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 7 Komentarzy

49. Update do wersji 24, czyli metka z profesjonalizmem

– Witaj Chilli, obiecałem i dzwonię – zabrzmiał w telefonie głos T. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

– Niesamowite T., po dwóch latach braku kontaktu dzwonisz już do mnie drugi dzień z rzędu. – ironizowała lekko Chilli. – Dziękuję, czuję się staro. Teraz do trzydziestki już z górki, niedługo będę tak samo stara jak ty!

– Dwadzieścia pięć lat to super wiek! To jest jak metka z profesjonalizmem. – przekonywał – Bo wcześniej to wiesz, amatorka taka była.

– Cudnie! – ucieszyła się. – kupuję takie podejście do tematu!

Chilli w połowie stycznia przekroczyła magicznie ćwierćwiecze. Magicznie, bo zaplanowała sobie wieczór w towarzystwie kobiet jej życia. Początkowo miało to zupełnie inaczej wyglądać. W listopadzie usiadła z długopisem nad kartką papieru i postanowiła wypisać ludzi, którzy w jej życiu mieli na nią największy wpływ lub byli dla niej bezcennym wsparciem. Lista była krótka. Zwykle tak jest, że na swojej drodze spotykamy wielu ludzi, ale tylko kilkoro z nich odgrywa naprawdę ważne role w naszym życiu. I tak na liście znalazły się prawie same panie. Chilli była trochę zawiedziona. W swoich własnych oczach była raczej chłopczycą, wolała towarzystwo facetów, ale jedyni jacy jej do głowy przychodzili to byli jej byli, którzy swoją ważność stracili wraz z końcami związków. Na liście był więc tylko Pe i eM, ale ci dwaj panowie zostali wyparci przez osiem kobiet.

Astrid znalazła się na liście, bo towarzyszyła Chilli w intensywnym dojrzewaniu pod koniec podstawówki i w gimnazjum. Miały swoje miejsce na przerwach. Miały też swoje sesje magii, podczas których rzucały klątwy na chłopców, którzy im podpadli.

– Co byś chciała dostać w prezencie? – spytała Astrid.

– Ojej… nie wiem. – odparła zaskoczona Chilli.

Chilli tak się cieszyła na to spotkanie, że zapomniała o tym, że to urodziny i że się dostaje prezenty. Stwierdziła nawet, że rodzice źle ją wychowali, bo w sumie nie jest materialistką i grzecznym konsumentem. W efekcie Astrid kreatywnie przygotowała dla Chilli „zestaw dorosłej kobiety” ze wszystkimi niezbędnymi elementami, które kobieta musi mieć: czerwona szminka, zapasowe rajstopy, opaska chłodząca na oczy, maseczka nawilżająca, krem pod oczy i czekolada. Chilli więc czuje się wyposażoną dorosłą kobietą.

Starsze koleżanki Lwica i Red. Mróz, jako reprezentacja życia służbowego, przyniosły młodszej koleżance śliczne kolczyki, bo stwierdziły, że „mała” dorasta. Chilli żałuje, że już od dawna są wszystkie w różnych firmach, że na razie nie zapowiada się żeby znów mogły razem pracować. To wszystko przez to, że obie są teraz ważnymi Paniami Dyrektor. A były to najlepsze koleżanki z pracy pod słońcem. Red. Mróz podkarmiała zielonymi pigułkami seksu, w sytuacjach podbramkowych broniła i wspierała. We trzy spędziły pamiętnego Sylwestra 2008, wypijając trzy butelki wina w dwie godziny i rozpaczliwie szukając jakiegokolwiek alkoholu, aby mieć czym wznieść toast noworoczny. Były tak zdesperowane, że gdyby nie jakaś odnaleziona w ostatniej chwili butelka wódki, to chyba byłyby skłonne pukać do drzwi sąsiadów.

Były oczywiście Flow, Azja i Wiśnia, no bo rodzina, a rodzina powinna się trzymać razem. Poza tym Chilli nie wyobraża sobie świętowania czegokolwiek bez nich. Dziewczyny przyniosły jej portret rodzinny, który wzruszył Chilli do szpiku kości a nawet i głębiej, bo pięknie na nim wszystkie wyszły.

Pojawiła się też Bliźniaczka, koleżanka z uczelni, z którą Chilli spędziła pięć lat nauki w jednym budynku. Wspólnie żyły od sesji do sesji, wspólnie wściekały się, że ludzie ciągle chcą od nich pożyczać notatki, że ciągle muszą same robić projekty, bo inni olewają. Wspierały się w kończeniu pisania pracy magisterskiej, a teraz wspólnie wyczekują obrony. Chilli zastanawia się tylko, czy teraz ich kontakt się nie urwie?

I przyszła też Wojd. Nie można nie wspomnieć o ich wspólnym piciu w parku otwieranego patykiem wina. O krojeniu łyżką cytryny do Martini. O stawianiu pierwszych kroków na desce i potłuczonych tyłkach. Najlepsza koleżanka z liceum. Poczucie humoru rodem z Monty Pythona. Przeżyły razem ciężkie imprezy, wspierając się nawzajem w chwilach alkoholowego kryzysu. Okres, do którego fajnie wrócić pamięcią, ale którego dorosłej kobiecie nie wypada już powtarzać. Teraz wszystko już powinno być przecież ą i ę.

– On ci zmarnuje życie Chilli. Zostaw Go, bo jesteś młoda, jest tylu świetnych facetów naokoło. – można powiedzieć, że to był jeden z głównych wniosków wieczoru. Wszystkie dziewczyny, jednym głosem, powtarzały to jak mantrę. I wyglądały na bardzo przejęte tematem. Ale On też chciał mieć urodzinową Chilli, więc po przyjęciu pojechała do Niego. Zdała relację z wieczoru, pokazała wszystkie prezenty i zdjęcia. Poseksili się urodzinowo i usnęli. Obiecany następnego dnia obiad urodzinowy przegrał niestety z potrzebą gry w kosza z kumplami. Wyszło na to, że koleżanki jednak może mają rację…

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , | 6 Komentarzy

48. Życie i Śmierć grają w karty.

Codzienny pęd. Codzienne sprawy. Niezależnie od wieku, wciąż gdzieś zmierzamy, pracujemy, realizujemy jakieś większe i mniejsze plany. Funkcjonujemy tu i teraz nie myśląc co za chwilę, co jutro, co kiedyś.

I nagle bum.

Masz 11 lat. Siedzisz w klasie, na lekcji u najbardziej surowej nauczycielki. Obok w ławce koleżanka, która wiesz, że prędzej wyśmieje, niż pomoże. Zaczyna boleć cię głowa, lewa strona ciała zaczyna drętwieć. Panika. Starasz się zebrać myśli, żeby powiedzieć jednak tej koleżance, że coś się dzieje nie tak. Język i buzia odmawiają posłuszeństwa. W końcu mówisz jej, że boli cię głowa. Koleżanka zgłasza to nauczycielce. Nauczycielka każe koleżance zaprowadzić cię do pielęgniarki. Pielęgniarki nie ma, kończysz w pokoiku woźnej, czekając na Tatę. Zaczyna się przerwa. Na korytarzu dzieci biegają i krzyczą. Za głośno, przestańcie! Głowa cię niemiłosiernie boli. Wszystko naokoło zaczyna być coraz dalej od ciebie. Zupełnie jakbyś obserwował świat z wnętrzna swojego ciała, uwięziony w nim. Tata zabiera cię do przychodni. Leżysz na kozetce, widzisz Ojca, który trzyma cię za rękę, ale tego nie czujesz. Lekarki wpadają w panikę, bo nie wiedzą co się dzieje. Wzywają pogotowie. Szpital na Wołoskiej. Masz coraz mniejszy kontakt z rzeczywistością. Chcesz się położyć, ale lekarze nie pozwalają. Stoi obok ciebie kobieta. Nie jest lekarzem, bo nie jest ubrana na biało. Mówi coś, ale ty nie do końca rozumiesz. Nie umiesz też w żaden sposób odpowiedzieć. Czemu łapie cię za rękę? Czemu bierze twoją kurtkę? Lekarz mówi, że to Mama. Nie rozumiesz, jak to możliwe, że jej nie poznajesz. Kolejna karetka do szpitala na Sienną. W środku strasznie śmierdzi papierosami, bo kierowca jest palaczem. Wymiotujesz. Miesiąc w szpitalu. Udar niedokrwienny. Wszystko się wycofuje, zostają ci tylko na pamiątkę częste bóle głowy. I strach, gdzieś głęboko wciśnięty w podświadomość, że to się może powtórzyć…

Masz prawie 93 lata. Wstałeś i zająłeś się codzienną rutyną. Chcesz właśnie zasiąść do komputera, żeby dalej spisywać swoje przemyślenia. Ale nagle przewracasz się. Leżysz na podłodze, mając połowę ciała sparaliżowaną, nie masz sił się ruszyć. Boli wszystko, bo przecież upadłeś. Wymiotujesz, ale nie możesz tego się pozbyć z buzi, bo wszystkie mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Jesteś sam w wielkim domu, do telefonu za daleko. Pozostaje leżeć i czekać. Znajduje cię twój syn, wzywa kartkę, układa cię w bezpiecznej pozycji. W szpitalu wciąż wymiotujesz. Krwiak w mózgu, krew cieknie ci z nosa i ucha. Kładą cię na sali, podpinają do monitora, zaklejają nos, żeby zatamować krwawienie, zakładają na usta maskę z tlenem. Lekarz mówi, że najbliższe doby są decydujące. Pierwsze 24 godziny nie przyniosły pogorszenia. Zdejmują ci maskę z  tlenem. Lekarze i pielęgniarki z tobą nie rozmawiają, bo jesteś stary. Dopiero syn ci wszystko wyjaśnia, dokładnie mówi, jakie są twoje szanse. Lekarze twierdzą, że statystycznie to masz 20%, ale to wszystko zależy od organizmu. Cała rodzina przyjechała się z tobą zobaczyć. Czujesz ich obecność i ciepło. Wnuczce mówisz, że będzie dobrze. Dostajesz zapalenia płuc. Z powodu wylewu musisz leżeć na plecach, nie wolno cię ruszać – zapalenie płuc może się więc swobodnie rozwijać. Po kilkunastu dniach umierasz…

I powiedz proszę, jaki sens ma ten pęd? Gdzie się tak spieszyłeś?

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 10 Komentarzy

47. Relatywne po(nie)rozumienie

– Dziś piłatszyje! krzyknął z salonu Mąż do Żony, która w kuchni krzątała się przygotowując obiad.
– Co? – Żona zaczęła się zastanawiać co Mąż ma na myśli, spojrzała na niego i zobaczyła, że trzyma on w ręku tygodnik katolicki, co naprowadziło jej próbę zrozumienia wypowiedzi małżonka na konkretny trop. – Piłat szyje? A co to za program?
– Dziś Piła Trzy jest w telewizji. – powtórzył Mąż.

Rozumienie siebie nawzajem wcale nie jest takie proste. Można się nie rozumieć wielopoziomowo i wieloaspektowo. Można też nie rozumieć, bo tak jest wygodniej. Każdy z nas stosuje różne techniki nierozumienia i ma ku temu różne powody. Niektórych rzeczy nie chcemy rozumieć, bo nie są po naszej myśli. W niektórych przypadkach rozumiemy tendencyjnie to, co do nas dociera, filtrując to przez swoje urazy, stereotypy, postawy. Dzięki temu otrzymujemy całą gamę nieporozumień, mających różne źródła.

Chilli z wypiekami na policzkach (ze zdenerwowania) czekała na maila od Promotorki z uwagami do rozdziałów pracy magisterskiej, które już napisała. Przy pracy licencjackiej to był za każdym razem koszmar, bo uwagi brzmiały mniej więcej tak:

Odsyłam analizę z poprawkami natury stylistycznej, strukturalnej i interpunkcyjnej. W tekście są próby – trochę desperackie – ratowania go na choćby słabą 3. Ale w tej wersji, póki co, nie mogę Pani zagwarantować, ze recenzent tej pracy nie zakwestionuje.

I tak Chilli się starała, wychodziła z siebie w pisaniu, żeby zadowolić panią Promotor i nic nie pomagało. Właściwie olała chodzenie do pracy, codziennie wymyślając coraz dziwaczniejsze wymówki, które o dziwo przechodziły. I On był w szpitalu. Jak tu pisać pracę, skupić się, kiedy ukochany człowiek leży w szpitalu i nie wiadomo co i jak. W efekcie Promotorka oceniła pracę na całe 3,5.  Po tym wydarzeniu Chilli stwierdziła, że jej piątki za wypracowania z polskiego, fakt że była naczelną gazetki szkolnej w liceum, to że zdała najlepiej w klasie maturę z polskiego, było wszystko jedną wielką pomyłką. Nawet w swoim pamiętniku przestała pisać, bo po co potomnym bełkot przodka, który nie umie złożyć słów w sensowne zdania.

Chyba istotne w tym wszystkim było to, że pani Promotor była świeżo upieczonym doktorem i bardzo się bała, żeby któryś z profesorów – Recenzentów nie znalazł błędu czy niedopatrzenia, bo to by ją skompromitowało. Do tego Chilli była pierwszą studentką, która u niej pisała pracę. Dla pełni szczęścia na Recenzenta pracy wyznaczono drugą młodą, ambitną panią doktor – postrach na uczelni – i Chilli już miała wizję porażki. Recenzent ocenił pracę na 4,5, zachwycając się dojrzałością stylu autorki. Skąd taka różnica w odbiorze? Aż tak to jest wszystko relatywne? Z zamyślenia wyrwał ją alert dźwiękowy. Outlook poinformował uprzejmie o nowej wiadomości w skrzynce, Chilli wstrzymała oddech i otworzyła wiadomość:

Pisze Pani pięknie po polsku, a ponadto umiejętnie referuje i analizuje literaturę. Mam tylko drobne uwagi: [tu jest kilka linijek uwag typu: brakuje przecinka, itd.]. I tyle moich uwag. Tylko tak dalej. Na razie to jest na piątkę z plusem.

Gigantycznych rozmiarów kamień spadł jej z serca.. ze strasznych hukiem, który chyba każdy na świecie mógł usłyszeć. W samą porę, bo już chciała zrezygnować ze starań o uzyskanie dyplomu. Uzbrojona w przeświadczenie o tym, że jednak jest zajebista, Chilli zabrała się za dokończenie ostatniego rozdziału.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

46. Szukam sponsora/chętnie zasponsoruję

Wszystkie dziewczyny lecą na facetów z kasą.
Niektóre dziewczyny lecą na facetów z kasą.
Niektóre dziewczyny nie lecą na facetów z kasą.
Dziewczyny nie lecą na facetów z kasą.

No właśnie. Które z powyższych stwierdzeń odnosi się do Ciebie? I czy jesteś pewna, że to co zadeklarujesz, byłoby spójne z Twoim działaniem w praktyce? No bo oczywiście zwykle dziewczyny wzorowo odpowiadają, że ‘ja to nigdy! Broń Boże!’ i niewinnie wznoszą oczy do nieba, w myślach kreśląc znak krzyża na piersi. Ale jak się zastanowimy głębiej, to co powoduje, że wybieramy tego a nie innego mężczyznę? Że czujemy się przy nim bezpieczne?

– …poza tym, już pomijając tych moich nadzianych kolegów, z których akurat żaden atrakcyjny nie jest.. a nawet nie znajdują się nigdzie w pobliżu słowa ‚atrakcyjny’.. to na przykład facet, który jest takim mega ciachem..  wiesz, taki typ modela, ale jak w główce Bozia nie zainstalowała myślidełka, to jest aseksualny jak dla mnie. – Chilli gnała w swoim monologu. – Jak Ken od Barbie, można się chwilę pobawić, ale szybko się nudzi.

– Mam tak samo! – On ochoczo odpowiedział.

– Też lubisz dziewczynki, którym wiewióry w główce napędzają trybiki? – spytała.

– Mnie podnieca umysł. jak laska jest inteligentna, to nawet szpetna mnie zakręci. – On dał się wkręcić.

– Jak to dobrze, że ja mam chociaż piękny umysł.. – stwierdziła Chilli, uśmiechając się na wspomnienie Jego niedawnego tekstu o świni i truflach.

W ramach zbierania ostatnich materiałów do uzupełnienia pracy magisterskiej, Chilli postanowiła wybrać się na wycieczkę krajoznawczą. A skoro Galerianki, po filmie przedstawiającym ich profesję, przeniosły się do Internetu, to spacer był po świecie wirtualnym. Chilli zawędrowała do czat-pokoju na Interii… bo tak naprawdę było to jedyne znane jej miejsce. W dodatku znane sprzed dobrych dziewięciu czy dziesięciu lat, kiedy to początkowo nie było żadnych Onetów, Wirtualnej Polski, itd. Ale była Wirtualna Kawiarenka. Wtedy na tym czacie siedzieli wszyscy, bo to było coś nowego (jak i sam dostęp do Internetu w ogóle). Po tych kilku latach, słysząc różnego typu opowieści (kampanie społecznego ewidentnie zrobiły swoje), Chilli była przekonana, że w takich miejscach można spotkać tylko gwałcicieli, pedofilii, prostytutki, tych co się wstydzą iść do agencji towarzyskiej i wielbicieli wirtualnego seksu.

Zaczęła od pokoju z seksem w nazwie, bo to był najbardziej oczywisty wybór. Nicki osób były w 99% doprawdy niewybredne, ale bardzo porządkujące cel, w jakim ktoś się tam znalazł. A więc przede byli ci co chcieli dawać i ci, co chcą brać – czyli idealna symbioza. Następnie każda grupa dzieliła się na przypadki łagodne i ekstremalne. Jako że byłe Galerianki ciężko zidentyfikować po nickach, a poza tym trudno by było je nakłonić do zwierzeń, Chilli postanowiła zwrócić się o pomoc do tej drugiej strony. Panowie krzyczący, że chętnie zasponsorują, bez owijania w bawełnę przedstawiali swoje oferty i zakres wymagań dla potencjalnej partnerki transakcji. Poziom wypowiedzi tych panów był mocno wyrównany i oscylował raczej w okolicach gruntu. Zadowolona z siebie Chilli już chciała się ewakuować z tego miejsca rozpusty, ale nagle jeden pan zrujnował doszczętnie całą jej misternie poukładaną teorię. Szybkość jego odpowiedzi raczej wykluczała możliwość wspomagania swojej inteligencji narzędziami w stylu Wikipedii. No i co z takim przypadkiem zrobić? Wszelkimi możliwymi sposobami Chilli próbowała nakierować go na drogę pozostałych kolegów z czat-pokoju, ale tylko pogarszało to sytuację. Temat seksu czy sponsorowania czegokolwiek praktycznie się nie pojawił, za to rozmowa o kawie, winach, samochodach oraz psychologii społecznej wciągnęła ich oboje. W efekcie Chilli pozostało tylko uznać, że jest to wyjątek weryfikujący regułę.

W związku z tym ciężkim przypadkiem Chilli zaczęła się też zastanawiać, czy facet, który proponuje sponsoring, jest zły czy uczciwy, bo stawia sprawę jasno? W swoim życiu miała do czynienia z całą masą facetów, którzy są niezwykle chętni do fundowania dziewczynie wszystkiego, czy zasypywania jej prezentami. Tylko gdzie jest granica pomiędzy byciem romantycznym, szarmanckim, a gdzie zaczyna się sponsoring? Czy w ogóle jest taka granica, czy jest to w jakiś sposób płynne i zależne od kontekstu? Jak w ogóle na początku rozpoznać, czy facet jest z dziewczyną, bo ona go kręci, czy jest z nią dlatego, że go stać, a ją traktuje po prostu jako kolejną rzecz, którą kupuje?

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz